Blaze Bayley – Promise and Terror

09/02/2010

Dla wielu mniej uważnych odbiorców Blaze Bayley to mroczny skurwiel z jeszcze mroczniejszym mikrofonem, ale wbrew pozorom ten szanowny jegomość wcale pod poduszką nie trzyma diabła, ani też nawet nie rozrywa różańców czy nie masturbuje się do wody święconej. Blaze Bayley to porządny heavy metalowy wokalista, który uśmiecha się rzadziej inni, bo dostał kilka porządnych ciosów od życia. Sam pozostaję w pełni podziwu, że zaledwie po dwóch latach od ostatniego albumu muzyka (The Man Who Would Not Die) i po tragicznej śmierci ukochanej Blaze Bayley miał ochotę cokolwiek nagrywać…

A jednak! Z początkiem lutego rynek ciężkiej muzyki obiegła porcja świeżego materiału sygnowana nazwiskiem bohatera mojej dzisiejszej recenzji. Piąty solowy studyjny album Bayleya nosi tytuł Promise and Terror.

Czytaj resztę wpisu »


Niegasnące światło życia czyli o czym jest nowe Turbo

05/02/2010

Jakość polskich tekstów w muzyce wielogatunkowej odpowiada mniej więcej takim proporcjom: genialne – bezbarwne – słabe – żałosne. Raczej trudno byłoby wskazać odstępstwo od któregoś z tych wskaźników w rozpiętości języka polskiego w muzyce, a przecież trzy kategorie są negatywne. Jednak w niniejszym wywodzie nie będę rozpatrywał uwarunkowań tejże sytuacji, a skupię się na lirykach jednego z najlepszych heavy metalowych albumów ubiegłego roku pt. Strażnik Światła legendarnej, ale odświeżonej formacji Turbo.

Rzeczony rock’n'rollowo/heavy metalowy team długo nosił brzemię “Dorosłych Dzieci”, ballady, która uczyniła zespół rozpoznawalnym nie tylko w kręgach fanów muzycznego adhd. Utwór ten pochodzący z albumu o tym samym tytule, wartością liryczną wytrzymał próbę czasu, prawdopodobnie dzięki gorzkiej kontestacji z czasem tak nieubłaganie szarpiącym ducha post młodzieżowego. Nieomal trzydzieści lat po “Dorosłych Dzieciach” Turbo napisali tekst rozłożony na godzinę muzyki, wspaniały koncept opowiadający o narodzinach człowieka, jego dorastaniu i nabieraniu ideałów oraz nieubłaganej konfrontacji z rzeczywistością, wyzbyciu się ideałów, chorobie mentalnej i śmierci. A to wszystko w tle siedzącego na ramieniu Strażnika, który pozostawia naszej duszy swobodę decydowania.

Czytaj resztę wpisu »


Overkill – Ironbound

03/02/2010

Ależ powrót!

Grający thrash metal od początków swojego istnienia, w dobrych i w złych czasach dla tego gatunku, muzycy z Overkill powrócili w tym roku z nowym albumem zatytułowanym Ironbound. Wydawnictwo to jest pod tym względem dziewicze, że powstało pod skrzydłami niemieckiego giganta, wytwórni Nuclear Blast. Jednak nie warto się tym sugerować, bo nowe Overkill to stara szkoła thrash metalu, agresywna i pozbawiona jakichkolwiek hamulców.

Zazwyczaj operując pojęciem “starej szkoły” trudno przewidzieć jego wydźwięk, ale w wypadku Ironbound Overkill będzie to termin pozbawiony pejoratywnego odcienia. To jest stara szkoła thrash metalu w najlepszym wydaniu. Chodzi mi przede wszystkim o myśl kompozycyjną, a właściwie jej ograniczenie do chwytliwego i niesamowicie szybkiego napierdalania na strunach.

Czytaj resztę wpisu »


Rob Zombie – Hellbilly Deluxe 2

01/02/2010

Robert Wolfgang Zombie aż cztery lata kazał czekać swoim fanom na nowy album. Po dosyć przeciętnym Educated Horses z 2006 roku ten ekscentryczny jegomość powrócił z albumem, który jest swobodną kontynuacją materiału sprzed ponad dekady, pierwszego albumu w solowej twórczości Zombiego pt. Hellbilly Deluxe.

Rzeczony album z 1998 roku nosił podtytuł “13 Tales Of Cadaverous Cavorting Inside The Spookshow International”, Zombie na okładce funkcjonował w konwencji komiksowej, a materiał był nagrywany w klasycznym składzie. Premierowe wydawnictwem nosi podtytuł “Noble Jackals, Penny Dreadfuls and the Systematic Dehumanization of Cool”, Zombie na okładce jest jak z horroru wyjęty, a album nagrany jest w składzie znanym z Educated Horses.

Mimo wszystko w aspekcie obsady zespołu wciąż trudno pogodzić się z brakiem takich wariatów jak Blasko, Tempesta czy Riggs współodpowiedzialnych za opus magnum Roba  Zombie czyli album The Sinister Urge z 2001 roku. Jednak umówmy się, że John 5, Piggy D. i Tommy Clufetos to zestaw na pewno nie mniej oderwany od rzeczywistości, a już na pewno nie taki, który w instrumentach widzi tylko “środki do celu”.

Czytaj resztę wpisu »


Ihsahn – After

28/01/2010

Bezsprzecznie zjawiskiem wymagającym badań, dyskusji i doświadczeń jest kwestia wpływu czasu na funkcjonowanie muzyków. Na wielu z nich działa on negatywnie wypalając energię, którą mieli u progu swojej kariery. Z pewnością istnieje też grupa muzyków, która zaczyna z czasem kalkulować i zamiast tworzyć przechodzi do fazy produkcji. Inna część dojrzewa, podążając drogą redefinicji własnego stylu i odcięcia się od korzeni. Na którym szlaku muzycznej wędrówki znajduje się Ihsahn?

Po wysłuchaniu jego nowego albumu nie podejmę się rozstrzygnięcia tej kwestii. Na pewno nie pod kątem tak ostrożnie nakreślonej definicji czasu i jego wpływu. Nie w stosunku do Ihsahna.

Czytaj resztę wpisu »


2010 w muzyce: Ihsahn, Rotting Christ, Kalmah

27/01/2010

Rok 2010 w muzyce rockowej i metalowej zapowiada się wybornie!

Obok planowanych premier nowych wydawnictw takich zespołów jak m.in. Black Label Society, Deicide, Iron Maiden, Korn, Motorhead, Testament czy Tool, Polskę odwiedzi wiele zespołów gigantów, które już potwierdziły swoją obecność na licznych eventach.

Oto trzecia część cyklu na  Mojej Arktyce  pt. “2010 w muzyce”. Swoje premiery płytowe potwierdziły już Ihsahn, Rotting Christ i Kalmah.

Czytaj resztę wpisu »


Wpływ Nirvany na twórczość thrash metalowych gigantów z USA

24/01/2010

O grunge jako o nurcie muzycznym mówi się, że pojawił się w drugiej połowie lat 80-tych, w czasach Melvinsów, Soundgarden czy tzw. wczesnej Nirvany i wczesnej Alice in Chains.  Niemniej prawdziwą eksplozję gatunek ten przeżył w dniu, który można konkretnie okreslić: 24-ego września 1991 roku. To wtedy swoją premierę miał album Nevermind, najpopularniejszy krążek ery grunge.

“Grunge był jak plaga (…) Rozpadło się wiele zespołów. Były też dobre strony. Tak jak w tym przypadku: w latach 50-tych był sobie rock’n'roll, chłopcy w podwiniętych jeansach, potem w 60-tych modsi, a potem psychodelia. Taka jest naturalna kolej rzeczy.” – to słowa Billy’ego Duffy z The Cult, właśnie w odniesieniu do wydarzeń z roku 1991 kiedy heavy i thrash metal schodziły z piedestału olbrzymiej popularności, a rynek ciężkich brzmień przejmowały pomysły Kurta Cobaina i jego kolegów po fachu.

Czytaj resztę wpisu »


MyOwnFreedom – Sz. P. Kowalski

22/01/2010

Garaż to fajne miejsce. Można tam znaleźć stertę starych winyli, stare zdjęcia pełne wspomnień czy inne sentymentalne gadżety. Nie piszę o tym bez przyczyny, bo MyOwnFreedom choć zespołem jest młodziutkim to w swoim debiutanckim albumie pt. Sz. P. Kowalski eksponuje całą garażową radość przy komponowaniu i jednocześnie odsyła do czasów starego polskiego rocka.

Dzisiaj przy komponowaniu muzyki rockowej zazwyczaj jest tak, że zespoły silą się na nowoczesność i mieszaninę różnych wpływów. Jeżeli już na rynku pojawia się coś klasycznego to natychmiast ulega studyjnej metamorfozie (albo skomplikowanemu procesowi ewolucji). W innym przypadku po prostu pozostaje w nakreślonym przeze mnie garażu, rozbijając się na okolicznych festynach.

Czytaj resztę wpisu »