Lost Soul – Immerse in Infinity

Lost Soul - Immerse in InfinityCztery lata oczekiwania to dużo. Przez ten czas pamięć o Lost Soul zdążyła się wytrzeć, a i w zespole sporo się pozmieniało.

Jednak najlepsze jest to, że Greckiemu i jego nowym kolegom (Domin, Desecrate i Czajnik) czas i zmiany tylko pomogły, bo czwarty studyjny album zespołu pt. Immerse in Infinity to solidny kawał death metalowego rzemiosła. Powiem nawet więcej: ten album jest perfekcyjny w ramach swojego gatunku.

Konstrukcja krążka jest szczelnie zamknięta. Immerse in Inifity to tylko osiem utworów, ale to i aż osiem naprawdę dobrych, rozbudowanych ładunków wybuchowych. Kompozycje napisane w całości przez Greckiego są długie (od 5-ciu do 9-ciu minut), ale na pewno nie męczące.  Nieomal godzinna dawka death metalu z najwyższej półki rzuca o glebę od początku do końca.

Podoba mi się, że zespół nie kombinował za dużo z ubarwianiem treści Immerse in Infinity, bo czasami klasyczne partie, sięgające Terrorizera i Morbid Angel, brzmią lepiej niż tzw. nowe brzmienia. Ok, może nie jest to ten wymiar surowości, bo wrocławianie nie stronią od mrocznych sampli i tego typu sztucznych drobiazgów (Revival, …If The Dead Can Speak?, Breath of Nibiru czy Simulation), ale właściwie brzmienie utworów jest w taki sposób wyeksponowane, że główną uwagę skupiają te elementy muzyczne, które wymagają umiejętności większej niż posługiwanie się komputerem, a więc: perkusja, bas, gitary, wokal.

Poziom pracy instrumentów na nowym Lost Soul wymyka się wszelkiej skali. Dawno nie słyszałem death metalowego krążka, w którym bębny są tak potężne, a przy tym wyróżnia je wszechstronność. Gdzie bas jest jak cios skrytobójcy – pojawia się i z miejsca zabija. Gdzie gitary napędzają jednocześnie sprawdzone, ale i świeże ciężkie i szybkie riffy, niejednokrotnie wykończone mięsistymi solówkami. Wreszcie gdzie wokal nie poddawany żadnym rozległym operacjom brzmi agresywnie i wiarygodnie.

Najlepsze, że pomimo indywidualnych atutów każdej sekcji całość tworzy zgrane – piorunujące – wrażenie. Na nowym Lost Soul nie ma sytuacji, w której można pochwalić kogoś z zespołu bardziej od innych. Siła tej grupy w 2009 roku polega na bezbłędnej współpracy.

Na Immerse in Infinity dominują ciężkie i szybkie bomby, ale zespół nie przestraszył się też zagrać wolnej, ważącej kilotony kompozycji (Breath Of Nibiru). Lost Soul raczy słuchaczy jeszcze w kilku kompozycjach wolniejszymi fragmentami, ale jak wspomniałem we wstępie akapitu, większą część albumu wypełnia to co właściwie death metalowi w najlepszym znaczeniu tych słów.

I choć to niepopularne, dobrze w tym miejscu odwołać się do Behemotha, który robi gigantyczną furorę w mediach, ale najmniej się tam mówi o muzyce zespołu. Lost Soul pewnie nigdy nie zbliży się do komercyjnego pułapu black/death mertali z Pomorza, ale za to będzie kojarzone przede wszystkim z perfekcyjną muzyką. O to przecież chodzi.

Nie mam wątpliwości. Geniusz w swoim gatunku.

10/10

Jedna odpowiedź do “Lost Soul – Immerse in Infinity”

  1. Dr_Vomitorian mówi:

    Mega jebacy… Pasja w intrze (niby przewalona niewiadomo ile razy [choćby Vital Remains, Belphegor] ale nigdy się nie znudzi ) nakręca idealnie ostatni kawałek…

    Mega jebacy…

    Plyta pozostawia straszny niedosyt… Czekam na live i następny LP

Dodaj komentarz